poniedziałek, 22 sierpnia 2016

M. Wańkowicz "Ziele na kraterze" | recenzja powieści

W swoim dziele zatytułowanym "Ziele na kraterze" Wańkowicz przedstawia losy swojej rodziny żyjącej w XXw. Podczas gdy na świecie szalała wojna, rodzina przeżywała swoje własne małe dramaty i chwile szczęścia.

Oprócz głównego nurtu czytelnik znajdzie tutaj zarysy tragicznych losów polskiej młodzieży walczącej o niepodległość ojczyzny, a także historie osób przewijających się przez życie Wańkowiczów.

Fabuła książki jest bardzo interesująca - zwłaszcza dla miłośników historii Polski XX wieku.

Według mnie minusem tej powieści były zbyt rozwinięte opisy akcji i liczne retrospekcje. Przez to książka dłużyła się i była nużąca.

Każdemu, kto ma ochotę dowiedzieć się, jak żyło się w dawnych czasach bardzo polecam tę książkę, mimo że w kilku miejscach wymaga od nas cierpliwości.

wtorek, 2 sierpnia 2016

Eutanazji mówię NIE! List otwarty do osób cierpiących.

Witaj

Jeśli natrafiłeś/aś na tej list poszukując jakiś informacji o eutanazji lub sam zastanawiasz się nad poddaniem się temu zabiegowi, bardzo proszę czytaj dalej. Kto wie, może to kilka minut, które spędzisz na czytaniu mojego listu odmienią Twoje spojrzenie na świat?

Nie wiem, dlaczego podjąłeś/aś tak drastyczną decyzję. Może zwiodło cię pochodzenie tego słowa, Eutanazja (gr. Dobra śmierć)? W rzeczywistości zabieg ten jest równy z zabójstwem czy samobójstwem! Cóż za ironia...

Zdaję sobie sprawę, że gdy ktoś pragnie eutanazji, to nie widzi dla siebie już żadnego płomyka nadziei na poprawę swojego zdrowia. Ale nigdy nie można przestawać wierzyć w cuda: nawet na choroby teraz nieuleczalne kiedyś lekarze mogą znaleźć lek! W końcu ospa kiedyś dziesiątkowała ludność, a teraz, gdy odkryto nowe medykamenty i sposoby leczenia została przez nie wyeliminowana. Poza tym jakże dynamicznie rozwijający się świat nauki nie daje wiele czasu schorzeniom, na które teraz nie ma leku. Co rusz słyszy się o coraz to nowszych lekach i technikach leczenia. Może wkrótce znajdziemy lek na raka? Albo na AIDS? Ebolę? Mukowiscydozę? Kluczem do leku i wyzdrowienia jest czas.

Najczęstszym powodem podjęcia decyzji dt. eutanazji jest strach przed bólem lub chęć ominięcia cierpienia. Takie osoby twierdzą, że nie chcą już cierpieć czy nie chcą przeżywać katusze do końca swojego życia. Lecz czy cierpienia należy się bać? W końcu to dzięki niemu możemy dostrzec barwy życia i je docenić. Będąc u kresu swojego życia człowiek patrzy na nie z dystansem, robi niejako rachunek sumienia z całego swojego pobytu na Ziemi; sumuje swoje sukcesy, porażki. W dzisiejszym świecie ból jest czymś, co jest czy "złe", czego należy się pozbyć. Ale czy na pewno?

Czy to właśnie nie ból uczy nas respektu przed Bogiem, naturą? Ból jest dobrym nauczycielem. Odkrywa przed nami samymi nasze własne słabości, wszystkie upadki, przypomina nam jak słabi i krusi jesteśmy. Uczy nas pokory. Nas, którzy jesteśmy ignorantami; którzy myślimy, że wszystko już wiemy, że wszystko już odkryliśmy.

Dokonując aktu eutanazji  zatrzymujemy funkcje życiowe człowieka. Czy to nie czyni nas cichymi zabójcami? Czymże się wówczas różnimy od psychopatów, seryjnych morderców? W końcu i tu, i tu zabija się z zimną krwią.

Chciałabym, abyś do końca był/a człowiekiem kroczącym z wysoko podniesioną głową.

Rozumiem, że strach przed bólem i samą chorobą powoduje niejako splątanie umysłu: człowiek nie zawsze jest w stanie prawidłowo określić sytuację.

Pamiętaj, że zawsze masz wybór.

Musisz tylko mieć odwagę go dokonać.

niedziela, 24 lipca 2016

Czy znieczulica jest już chorobą społeczną?

Dobroć wpisana jest w serce każdego człowieka, niezależnie od pochodzenia, wiary czy poglądów. Niestety w dzisiejszych czasach tak ważne cechy jak współczucie i empatia miesza się z błotem. Ba! Nie tylko teraz! Tzw. znieczulica występowała także we wcześniejszych czasach. Problem leży w tym, że dzisiaj wybuchła jej prawdziwa pandemia! Odpornych na skażenie jest niewielu...

Moim zdaniem tzw. znieczulica jest chorobą występującą w naszym społeczeństwie. W dzisiejszej pracy przygotowałam dwie sytuacje, które rozpatrzyłam z dwóch stron: negatywnej - potwierdzającej niestety moją hipotezę oraz pozytywnej - czyli próby stwierdzenia, że ludzie nie są aż tacy źli...

Mój pierwszy argument "za" mieści się w historii przedstawionej w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. Przecież przed przybyciem tego łaskawego człowieka okaleczonego i okradzionego Żyda minęli kapłan i lewita. Pomimo powinności udzielenia pomocy ci minęli go, nie zauważając - czy raczej nie chcąc zauważyć - jego cierpienia.

Z drugiej strony Samarytanin jednak mu pomógł, nie zważając na jego pochodzenie - warto podkreślić tutaj, że Żydzi oraz Samarytanie byli raczej negatywnie do siebie nastawieni z powodu wojen religijnych toczonych w tamtych czasach. Łaskawy opatrzył go drogimi olejami i zapłacił za jego opiekę. To pokazuje, że mimo dzielących nas różnic zawsze należy reagować na zło wyrządzone bliźniemu.

Mój drugi argument "za" już dotyka naszego codziennego życia. Nie jesteśmy już dwa tysiące lat temu, tylko w naszym szarym codziennym świecie. Ile razy przechodząc ulicą minąłeś obojętnie żebraka albo wolontariusza z puszką? Ile razy ktoś zapukał do twoich drzwi prosząc nawet o kilka złotych? Nasz świat jest zupełnie nieczuły na ból innych. "To nie moja sprawa". "Ale mnie to nie dotyczy". Tak, dokładnie. Tylko pamiętaj, że los również kołem się toczy. Kiedyś to ty możesz być na ich miejscu.

Natomiast patrząc szerzej wiele osób udziela się w akcjach charytatywnych. Jerzy Owsiak prowadzi swoją Orkiestrę zbierając pieniądze na zakup różnego rodzaju sprzętów medycznych ratujących życie! Ewa Błaszczyk założyła i prowadzi Klinikę Budzik. Anna Dymna pomaga osobom niepełnosprawnym. Również działalność wolontariuszy z Caritas czy innych organizacji dobroczynnych takich jak unicef czy Polski Czerwony Krzyż. Takie instytucje naprawdę przywracają wiarę w ludzkość.

Reasumując, znieczulica jest coraz częściej spotykaną "chorobą", ale pomimo prawdziwej epidemii ostali się jeszcze współczujący ludzie - współcześni Samarytanie.



poniedziałek, 18 lipca 2016

Współczesny Tartuffe -- Molierowski "Świętoszek"

My - ludzie XXIw. - często myślimy, że wiele zachowań, problemów, przypadków zaczęło występować dopiero w naszych czasach. Otóż nic bardziej mylnego! Dzieła literackie, które powstały na przestrzeni wieków doskonale obrazują, że - zgodnie z powiedzeniem - historia lubi się powtarzać. Na przykład czytając dzieła antyczne - pochodzące przecież ze starożytności! - łatwo utożsamiamy się z bohaterami - ich problemy i rozterki nie są nam obce.

Jednym z przykładów nie obcego nam problemu jest historia, przedstawiona w komedii Moliera "Świętoszek". Dwulicowy Tartuffe omamia rodzinę swoją fałszywą pobożnością. Udaje on wiecznie umartwiającego się ascetę, tymczasem gdy pan domu nie jadał syto zakrapiane posiłki i zabiegał o względy Elmiry - żony jego chlebodawcy.

Gdy przeczytałam tą książkę nasunęła mi się myśl: "Kim mógłby być współczesny Tartuffe?". Otóż możemy go spotkać w wielu miejscach...

1.Ile razy powtórzyła się już ta sytuacja? Podczas wszystkich oficjalnych wypowiedzi w czasie kampanii politycy akcentują swoją prawdomówność, uczciwość, prawość... Natomiast po wyborach słowa te niestety nie znajdują odzwierciedlenia.

2.W wielu z pozoru ułożonych i perfekcyjnych domach występuje przemoc? Z zewnątrz idealna rodzina: kochający ojciec i troskliwa matka, a za zamkniętymi drzwiami diabły w ludzkiej skórze.

3.Wiele razy o tym słyszałam oraz sama byłym świadkiem tego zachowania "Świętoszków". Wyobraźmy sobie, że właśnie rozmawiamy z kolegami z pracy w czasie przerwy. Zostaje wymienionych kilka słów krytyki wobec szefa. Współczesny Tartuffe przytakuje, ale po skończonej rozmowie puka w drzwi pracodawcy i donosi na kolegów, prezentując oczywiście odmienne zdanie, niż to, które przedstawił w towarzystwie.

To tylko kilka przykładów "Współczesnego "Tartuffe'a".

Niestety wraz z upływem lat liczba Świętoszków wcale nie maleje. Może czasy się zmieniły, ale hipokryzja - jak była, tak jest.





Hej!

To mój pierwszy właściwy wpis na moim blogu :)

Spodobał Ci się?

A może znalazłeś w nim wiele mankamentów, które doprowadzały Cię do wrzenia podczas czytania?
Koniecznie mi o tym napisz w komentarzu pod spodem!

Beata :-)

środa, 13 lipca 2016

Pierwszy... Organizacja bloga!

Cześć!

Dzisiaj chcę przybliżyć wam sposób funkcjonowania mojego bloga. Całą notatkę podzieliłam na kilka akapitów, opatrzonych tytułem/rozwiązywanym problemem, tak, aby można było łatwo znaleźć odpowiednie informacje :)


1. WPISY
Tym razem postawiłam sobie żelazną zasadę: "Przynajmniej jeden wpis na blogu na miesiąc" - ale nie martwcie się to jest minimum jakie będzie się tutaj pojawiało - i mam nadzieję wytrwać w tym postanowieniu. Mam nadzieję, że nie wypalę się po kilku notatkach i pomimo braku czasu uda mi się sklecić Wam tutaj kilka zdań.


2. O MNIE
Zwykle w takim pierwszym wpisie umieszczałam krótką notatkę o mnie: czym się interesuję, co lubię robić itp. Na tym blogu natomiast odsyłam was do zakładki "O mnie". Stwierdziłam, że taka osobna podstrona będzie o wiele wygodniejsza od takiego opisu we wpisie, który wnet gdzieś-tam nam utonie w (mam nadzieję) morzu notatek. O wiele wygodniej jest przecież kliknięcie zakładeczki niż jechanie na sam dół, żeby znaleźć coś takiego. Odsyłam Was zatem do zakładki u góry "O mnie" C:


3. PRYWATNOŚĆ
Prace publikowane tutaj, które nie posiadają linku strony, na której daną rzecz znalazłam, są napisane przeze mnie. Nie zgadzam się na ich kopiowanie na inne strony bez kontaktu ze mną oraz opatrzenia pracy adresem źródła - adresem mojego bloga.


To tyle ze wstępnych informacji na moim blogu :)