Lubię fantastykę, szczególnie powieści z tego gatunku. Niemal nigdy się nie "męczę" czytając taką książkę lub oglądając film. Przeciwnie! Jestem wręcz pełna podziwu dla twórców tych dzieł.
Po pierwsze, aby stworzyć dobry utwór fantastyczny autor musi wymyślić interesujący i przykuwający uwagę świat przedstawiony. Sama wiem, ile czasu zabierają takie "suche" rzeczy - pozbawione akcji i zabarwienia emocjonalnego. Gdy czytam powieści jak np. "Hobbit" Tolkiena nie mogę się przestać zachwycać nad jego genialnie rozplanowanym światem przedstawionym: zaskakujące wydarzenia czy portrety psychologiczne bohaterów perfekcyjnie ze sobą współgrają i mimo opasłych dzieł takich jak "Silmarillion" czyta się je błyskawicznie, a koniec pozostawia refleksję i smutek, że skończyliśmy je zbyt szybko.
Po drugie, lubię fantastykę, ponieważ kunszt autorów pozwala im na wykreowanie historii z "drugim dnem", z ukrytym znaczeniem, które zmusza nas do refleksji. Refleksji nad własnym życiem, nad światem czy nad dzisiejszymi problemami ogólnoświatowymi. Dla zilustrowania tego argumentu przedstawię przykład książki pt. "Gra Endera" autorstwa Orsona Scotta. W powieści znajdują się refleksje nad wojnami i nieporozumieniami, które doprowadziły niemalże do zagłady jednej ze stron.
Z drugiej strony dla niektórych osób akcja tocząca się w wyimaginowanym świecie i nieistniejący naprawdę bohaterowie mogą sprawić trudność z utożsamieniem się z nimi i wkroczeniem w ich świat.
To moje dwa główne powody, dla których wprost uwielbiam czytać powieści fantastyczne.
A wy?
Z przyjemnością dowiem się dlaczego wy lubicie - albo nie - fantastykę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą felieton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą felieton. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 17 października 2016
środa, 7 września 2016
Czy "Mały Książę" jest wciąż aktualny?
Mimo tego, że powieść "Mały Książę" została napisana w latach 30-stych XX wieku jej popularność wcale nie maleje. Poczytność tej książki jest niepodważalna, ale to nie tę rzecz będę dzisiaj roztrząsać. Dzisiaj postanowiłam napisać felieton na temat aktualności tego tytułu.
Czy sądzę, że "Mały Książę" jest aktualny? Gdyby ktoś zadał mi takie pytanie, bez wahania odpowiedziałabym: "Tak". Dlaczego? Postaram się wam to wyjaśnić poniżej.
#1
Kiedy słyszymy o społeczeństwie powojennym nie potrafimy sobie ich wyobrazić. Wydają się obcy i "zacofani". Wydają się zupełnie inni niż My. Kiedy pierwszy raz czytałam Małego Księcia chodziłam do szkoły podstawowej i nie wiedziałam, że napisano ją - jakby nie patrzeć - dosyć dawno. Pokazuje to niesamowity kunszt i umiejętności autora. Czytając tę powieść nie ma poczucia tej wielkiej wyrwy w czasie pomiędzy czasami współczesnymi nam, a autorowi.
#2
Powieść "Mały Książę" ma charakter filozoficzny. A ja, gdy tylko słyszę hasło "filozofia" w odniesieniu do powieści Antoine’a de Saint-Exupéry’ego od razu w mojej głowie pojawia się postać Lisa. W książce wypowiada on wiele ważnych sentencji. Jedną z nich jest: "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu". Zgodnie z tymi sowami powinniśmy kierować się swoim sercem i - według powiedzenia - nie oceniać książki po okładce. Aktualne? Jak najbardziej!
#3
I tutaj również pozwolę sobie przytoczyć słowa Lisa: "Decyzja oswojenia niesie ze sobą ryzyko łez". Oswojenie w sensie ukazanym w "Małym Księciu" oznacza stworzenie więzi, pokochanie. Tak więc Lis wypowiadając te słowa w pewnym sensie nas przestrzega, ostrzega: stworzenie więzi może przynieść nie tylko radość, ale również smutek. Możemy zostać zranieni, ale więzi te są warte tego poświecenia.
Uważam, że wartości ukazane w książce są bardzo ważne - szczególnie we współczesnym świecie, a sama książka jest niezwykle uniwersalna. Może ją przeczytać i dziecko, i dorosły; zależnie od etapu życia, na którym aktualnie jesteśmy możemy odkryć zupełnie inne aspekty tej powieści.
Czy sądzę, że "Mały Książę" jest aktualny? Gdyby ktoś zadał mi takie pytanie, bez wahania odpowiedziałabym: "Tak". Dlaczego? Postaram się wam to wyjaśnić poniżej.
#1
Kiedy słyszymy o społeczeństwie powojennym nie potrafimy sobie ich wyobrazić. Wydają się obcy i "zacofani". Wydają się zupełnie inni niż My. Kiedy pierwszy raz czytałam Małego Księcia chodziłam do szkoły podstawowej i nie wiedziałam, że napisano ją - jakby nie patrzeć - dosyć dawno. Pokazuje to niesamowity kunszt i umiejętności autora. Czytając tę powieść nie ma poczucia tej wielkiej wyrwy w czasie pomiędzy czasami współczesnymi nam, a autorowi.
#2
Powieść "Mały Książę" ma charakter filozoficzny. A ja, gdy tylko słyszę hasło "filozofia" w odniesieniu do powieści Antoine’a de Saint-Exupéry’ego od razu w mojej głowie pojawia się postać Lisa. W książce wypowiada on wiele ważnych sentencji. Jedną z nich jest: "Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu". Zgodnie z tymi sowami powinniśmy kierować się swoim sercem i - według powiedzenia - nie oceniać książki po okładce. Aktualne? Jak najbardziej!
#3
I tutaj również pozwolę sobie przytoczyć słowa Lisa: "Decyzja oswojenia niesie ze sobą ryzyko łez". Oswojenie w sensie ukazanym w "Małym Księciu" oznacza stworzenie więzi, pokochanie. Tak więc Lis wypowiadając te słowa w pewnym sensie nas przestrzega, ostrzega: stworzenie więzi może przynieść nie tylko radość, ale również smutek. Możemy zostać zranieni, ale więzi te są warte tego poświecenia.
Uważam, że wartości ukazane w książce są bardzo ważne - szczególnie we współczesnym świecie, a sama książka jest niezwykle uniwersalna. Może ją przeczytać i dziecko, i dorosły; zależnie od etapu życia, na którym aktualnie jesteśmy możemy odkryć zupełnie inne aspekty tej powieści.
niedziela, 24 lipca 2016
Czy znieczulica jest już chorobą społeczną?
Dobroć wpisana jest w serce każdego człowieka, niezależnie od pochodzenia, wiary czy poglądów. Niestety w dzisiejszych czasach tak ważne cechy jak współczucie i empatia miesza się z błotem. Ba! Nie tylko teraz! Tzw. znieczulica występowała także we wcześniejszych czasach. Problem leży w tym, że dzisiaj wybuchła jej prawdziwa pandemia! Odpornych na skażenie jest niewielu...
Moim zdaniem tzw. znieczulica jest chorobą występującą w naszym społeczeństwie. W dzisiejszej pracy przygotowałam dwie sytuacje, które rozpatrzyłam z dwóch stron: negatywnej - potwierdzającej niestety moją hipotezę oraz pozytywnej - czyli próby stwierdzenia, że ludzie nie są aż tacy źli...
Mój pierwszy argument "za" mieści się w historii przedstawionej w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. Przecież przed przybyciem tego łaskawego człowieka okaleczonego i okradzionego Żyda minęli kapłan i lewita. Pomimo powinności udzielenia pomocy ci minęli go, nie zauważając - czy raczej nie chcąc zauważyć - jego cierpienia.
Z drugiej strony Samarytanin jednak mu pomógł, nie zważając na jego pochodzenie - warto podkreślić tutaj, że Żydzi oraz Samarytanie byli raczej negatywnie do siebie nastawieni z powodu wojen religijnych toczonych w tamtych czasach. Łaskawy opatrzył go drogimi olejami i zapłacił za jego opiekę. To pokazuje, że mimo dzielących nas różnic zawsze należy reagować na zło wyrządzone bliźniemu.
Mój drugi argument "za" już dotyka naszego codziennego życia. Nie jesteśmy już dwa tysiące lat temu, tylko w naszym szarym codziennym świecie. Ile razy przechodząc ulicą minąłeś obojętnie żebraka albo wolontariusza z puszką? Ile razy ktoś zapukał do twoich drzwi prosząc nawet o kilka złotych? Nasz świat jest zupełnie nieczuły na ból innych. "To nie moja sprawa". "Ale mnie to nie dotyczy". Tak, dokładnie. Tylko pamiętaj, że los również kołem się toczy. Kiedyś to ty możesz być na ich miejscu.
Natomiast patrząc szerzej wiele osób udziela się w akcjach charytatywnych. Jerzy Owsiak prowadzi swoją Orkiestrę zbierając pieniądze na zakup różnego rodzaju sprzętów medycznych ratujących życie! Ewa Błaszczyk założyła i prowadzi Klinikę Budzik. Anna Dymna pomaga osobom niepełnosprawnym. Również działalność wolontariuszy z Caritas czy innych organizacji dobroczynnych takich jak unicef czy Polski Czerwony Krzyż. Takie instytucje naprawdę przywracają wiarę w ludzkość.
Reasumując, znieczulica jest coraz częściej spotykaną "chorobą", ale pomimo prawdziwej epidemii ostali się jeszcze współczujący ludzie - współcześni Samarytanie.
Moim zdaniem tzw. znieczulica jest chorobą występującą w naszym społeczeństwie. W dzisiejszej pracy przygotowałam dwie sytuacje, które rozpatrzyłam z dwóch stron: negatywnej - potwierdzającej niestety moją hipotezę oraz pozytywnej - czyli próby stwierdzenia, że ludzie nie są aż tacy źli...
Mój pierwszy argument "za" mieści się w historii przedstawionej w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. Przecież przed przybyciem tego łaskawego człowieka okaleczonego i okradzionego Żyda minęli kapłan i lewita. Pomimo powinności udzielenia pomocy ci minęli go, nie zauważając - czy raczej nie chcąc zauważyć - jego cierpienia.
Z drugiej strony Samarytanin jednak mu pomógł, nie zważając na jego pochodzenie - warto podkreślić tutaj, że Żydzi oraz Samarytanie byli raczej negatywnie do siebie nastawieni z powodu wojen religijnych toczonych w tamtych czasach. Łaskawy opatrzył go drogimi olejami i zapłacił za jego opiekę. To pokazuje, że mimo dzielących nas różnic zawsze należy reagować na zło wyrządzone bliźniemu.
Mój drugi argument "za" już dotyka naszego codziennego życia. Nie jesteśmy już dwa tysiące lat temu, tylko w naszym szarym codziennym świecie. Ile razy przechodząc ulicą minąłeś obojętnie żebraka albo wolontariusza z puszką? Ile razy ktoś zapukał do twoich drzwi prosząc nawet o kilka złotych? Nasz świat jest zupełnie nieczuły na ból innych. "To nie moja sprawa". "Ale mnie to nie dotyczy". Tak, dokładnie. Tylko pamiętaj, że los również kołem się toczy. Kiedyś to ty możesz być na ich miejscu.
Natomiast patrząc szerzej wiele osób udziela się w akcjach charytatywnych. Jerzy Owsiak prowadzi swoją Orkiestrę zbierając pieniądze na zakup różnego rodzaju sprzętów medycznych ratujących życie! Ewa Błaszczyk założyła i prowadzi Klinikę Budzik. Anna Dymna pomaga osobom niepełnosprawnym. Również działalność wolontariuszy z Caritas czy innych organizacji dobroczynnych takich jak unicef czy Polski Czerwony Krzyż. Takie instytucje naprawdę przywracają wiarę w ludzkość.
Reasumując, znieczulica jest coraz częściej spotykaną "chorobą", ale pomimo prawdziwej epidemii ostali się jeszcze współczujący ludzie - współcześni Samarytanie.
poniedziałek, 18 lipca 2016
Współczesny Tartuffe -- Molierowski "Świętoszek"
My - ludzie XXIw. - często myślimy, że wiele zachowań, problemów, przypadków zaczęło występować dopiero w naszych czasach. Otóż nic bardziej mylnego! Dzieła literackie, które powstały na przestrzeni wieków doskonale obrazują, że - zgodnie z powiedzeniem - historia lubi się powtarzać. Na przykład czytając dzieła antyczne - pochodzące przecież ze starożytności! - łatwo utożsamiamy się z bohaterami - ich problemy i rozterki nie są nam obce.
Jednym z przykładów nie obcego nam problemu jest historia, przedstawiona w komedii Moliera "Świętoszek". Dwulicowy Tartuffe omamia rodzinę swoją fałszywą pobożnością. Udaje on wiecznie umartwiającego się ascetę, tymczasem gdy pan domu nie jadał syto zakrapiane posiłki i zabiegał o względy Elmiry - żony jego chlebodawcy.
Gdy przeczytałam tą książkę nasunęła mi się myśl: "Kim mógłby być współczesny Tartuffe?". Otóż możemy go spotkać w wielu miejscach...
1.Ile razy powtórzyła się już ta sytuacja? Podczas wszystkich oficjalnych wypowiedzi w czasie kampanii politycy akcentują swoją prawdomówność, uczciwość, prawość... Natomiast po wyborach słowa te niestety nie znajdują odzwierciedlenia.
2.W wielu z pozoru ułożonych i perfekcyjnych domach występuje przemoc? Z zewnątrz idealna rodzina: kochający ojciec i troskliwa matka, a za zamkniętymi drzwiami diabły w ludzkiej skórze.
3.Wiele razy o tym słyszałam oraz sama byłym świadkiem tego zachowania "Świętoszków". Wyobraźmy sobie, że właśnie rozmawiamy z kolegami z pracy w czasie przerwy. Zostaje wymienionych kilka słów krytyki wobec szefa. Współczesny Tartuffe przytakuje, ale po skończonej rozmowie puka w drzwi pracodawcy i donosi na kolegów, prezentując oczywiście odmienne zdanie, niż to, które przedstawił w towarzystwie.
To tylko kilka przykładów "Współczesnego "Tartuffe'a".
Niestety wraz z upływem lat liczba Świętoszków wcale nie maleje. Może czasy się zmieniły, ale hipokryzja - jak była, tak jest.
Hej!
To mój pierwszy właściwy wpis na moim blogu :)
Spodobał Ci się?
A może znalazłeś w nim wiele mankamentów, które doprowadzały Cię do wrzenia podczas czytania?
Koniecznie mi o tym napisz w komentarzu pod spodem!
Beata :-)
Jednym z przykładów nie obcego nam problemu jest historia, przedstawiona w komedii Moliera "Świętoszek". Dwulicowy Tartuffe omamia rodzinę swoją fałszywą pobożnością. Udaje on wiecznie umartwiającego się ascetę, tymczasem gdy pan domu nie jadał syto zakrapiane posiłki i zabiegał o względy Elmiry - żony jego chlebodawcy.
Gdy przeczytałam tą książkę nasunęła mi się myśl: "Kim mógłby być współczesny Tartuffe?". Otóż możemy go spotkać w wielu miejscach...
1.Ile razy powtórzyła się już ta sytuacja? Podczas wszystkich oficjalnych wypowiedzi w czasie kampanii politycy akcentują swoją prawdomówność, uczciwość, prawość... Natomiast po wyborach słowa te niestety nie znajdują odzwierciedlenia.
2.W wielu z pozoru ułożonych i perfekcyjnych domach występuje przemoc? Z zewnątrz idealna rodzina: kochający ojciec i troskliwa matka, a za zamkniętymi drzwiami diabły w ludzkiej skórze.
3.Wiele razy o tym słyszałam oraz sama byłym świadkiem tego zachowania "Świętoszków". Wyobraźmy sobie, że właśnie rozmawiamy z kolegami z pracy w czasie przerwy. Zostaje wymienionych kilka słów krytyki wobec szefa. Współczesny Tartuffe przytakuje, ale po skończonej rozmowie puka w drzwi pracodawcy i donosi na kolegów, prezentując oczywiście odmienne zdanie, niż to, które przedstawił w towarzystwie.
To tylko kilka przykładów "Współczesnego "Tartuffe'a".
Niestety wraz z upływem lat liczba Świętoszków wcale nie maleje. Może czasy się zmieniły, ale hipokryzja - jak była, tak jest.
Hej!
To mój pierwszy właściwy wpis na moim blogu :)
Spodobał Ci się?
A może znalazłeś w nim wiele mankamentów, które doprowadzały Cię do wrzenia podczas czytania?
Koniecznie mi o tym napisz w komentarzu pod spodem!
Beata :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)